Deutsche Welle

Polityka | 29.08.2010

Niemieccy związkowcy: cicha solidarność z Solidarnością

Eksponat z wystawy Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku

Reakcja niemieckich związków zawodowych na Solidarność była zupełnie odmienna od francuskich. Dokonując jej oceny trzeba oddzielić pomoc charytatywną od politycznego wsparcia. Niemcy przodowali we wsparciu technicznym.

Oceniając reakcję na Solidarność niemieckich związków zawodowych zrzeszonych w DGB trzeba wziąć pod uwagę, że w chwili zrywu solidarnościowego Niemcy były podzielone na dwa państwa, a wzdłuż granicy niemiecko-niemieckiej przebiegała linia politycznego podziału Europy. Ponadto wielu polityków w Niemieckiej Republice Federalnej, NRF, szczególnie lewicowych, uważało powstanie NSZZ Solidarność za niebezpieczne dla status quo w Europie.

Heinz-Oskar Vetter szef DGB.

Polityka rządzącej SPD była oportunistyczna. Narodziny niezależnego, samodzielnego związku zawodowego w bloku wschodnim nie pasowały do koncepcji nowej „Ostpolitik” rządzących w NRF socjaldemokratów. Inaczej układały się też wtedy stosunki polsko-niemieckie. Niemiecki straszak wykorzystywano w Polsce przy każdej nadarzającej się okazji, jako narzędzie komunistycznej propagandy. Tym wszystkim były podyktowane działania Niemieckiej Federacji Związków Zawodowych DGB (w 1981 roku 7,9 mln członków). Zarząd DGB była ponadto politycznie związany z SPD. Ocena postawy DGB, której zarzuca się wstrzemięźliwość i obojętność, wypada nieco inaczej po zapoznaniu się z dokumentami archiwalnymi z tamtych czasów. Niemieccy związkowcy niewątpliwie najbardziej wsparli NSZZ Solidarność środkami technicznymi. Rugany za poparcie dla rodzącego się ruchu solidarnościowego zarząd DGB, co wynika z dokumentów i wspomnień, stosował w swych działaniach strategię cichej pomocy materialnej i technicznej – cichej solidarności z Solidarnością.

Poparcie DGB dla strajków 25. sierpnia 1980 roku

Kluczową rolę w związkowej akcji pomocy dla rodzącej się, a potem zdelegalizowanej Solidarności odegrali Erwin Kristoffersen, szef działu zagranicznego Niemieckiej Federacji Związków Zawodowych (DGB) oraz jej przewodniczący Heine Oskar Vetter.

Egon Bahr, zażarły obrońca niemieckiej Ostpolitik. Prowadził z ramienia rządu negocjacje z NRD.

Erwin Kristoffersen już w lutym 1980 roku prognozował w sprawozdaniu sporządzonym po wizycie w Polsce, wybuch niezadowolenia z pogłębiającego się kryzysu gospodarczego i zapotrzeniowego. 27 sierpnia 1980 r. DGB opublikowała pierwszy komunikat, w którym oświadcza, że śledzi strajki w Polsce „z niepokojem i uwagą”; Ale w oświadczeniu wydanym na początku września oficjalnie wyraziło poparcie dla NSZZ Solidarność. W oświadczeniu napisano: „To jest logiczną konsekwencją społecznych zasad DGB. Jeśli rzeczywiście dojdzie do powstania niezależnego związku, to dla DGB jest oczywiste, że zaoferuje pomoc”.

Erwin Kristoffersen już 15. września 1980 odwiedził Gdańsk. Konsekwencją tego były trudności, jakie miał później z otrzymaniem wizy do Polski. 19. września polski konsul Mirosław Wojtkowski w rozmowie z szefem działu zagranicznego SPD Hansem-Eberhardem Dingels powiedział, że jego „rząd z niepokojem śledzi pewne, jawne i ukryte działania niemieckich związków zawodowych”. Takie zaniepokojenie wyraził wobec niemieckiego socjaldemokraty także ambasador ZSRR w zachodnich Niemczech.

Szczególna wstrzemięźliwość w udzielaniu pomocy

Hans-Jürgen Wischnewski był szefem klubu parlamentarnego SPD

Od tej chwili DGB ze szczególną ostrożnością wspierała ruch solidarnościowy. W opracowaniach na ten temat wskazuje się, że upublicznienie kontaktów związkowców z polską opozycją „mogłoby skłonić władze reżimowe nie tylko do zaostrzenia przepisów, lecz także do dyskredytacji działaczy” Solidarności (źródła: I. Goddeeris, M. Świder, A. Riechers). NSZZ Solidarność zależało w pierwszej kolejności na wsparciu ruchu związkowego za granicą, a także na „dyskretnych, lecz ciągłych kontaktach z zachodnimi organizacjami” – pisał w sprawozdaniu po spotkaniu z Lechem Wałęsą (16. września 1980 roku) norweski dziennikarz Charles Kassman, reprezentujący Międzynarodowe Zrzeszenie Wolnych Związków Zawodowych (IBFG). W sprawozdaniu, które dotarło także do DGB, opisuje on, że polscy związkowcy są zainteresowani w pierwszej kolejności pomocą techniczną: drukarkami, powielaczami, kopiarkami i dostawami papieru. Erich Kristofferson mówił później, że DGB starała się działać „nie rzucając się w oczy, aby nie obciążać dodatkowo polsko-niemieckich stosunków i nie zagrażać Solidarności”. Rzecznik ambasady NRF w Warszawie, Klaus Reiff sugerował wręcz wtedy szefowi działu zagranicznego DGB, żeby „wstrzemięźliwie informować” niemieckie media o kontaktach DGB z działaczami Solidarności i niesionej pomocy, „a jeszcze lepiej nie przekazywać takich informacji prasie”.

BiKanclerz Helmut Schmidt w październiku 1980 r. z Helmutem Kohlem, wówczas liderem CDU, kilka lat później kanclerzem

Przewodniczący DGB H. O. Vetter, polecił w okólniku wewnętrznym ze stycznia 1981 roku, żeby unikać prywatnych kontaktów z działaczami Solidarności i odbywać dalej tylko stałe konsultacje. Poinformował jednocześnie o ustaleniach Międzynarodowego Zrzeszenia Wolnych Związków Zawodowych, że „pomoc techniczna i finansowa ma płynąć do Polski, jeśli to możliwe, tylko szwedzkim kanałem”.

We wrześniu 1981 roku w wystąpieniu na kongresie Solidarności Erwin Kristoffersen wyraził w imieniu DGB pełne poparcie dla związku, co, jak określił ambasador PRL w Niemczech Jan Chyliński w rozmowie z szefem klubu parlamentarnego SPD, Hansem-Jürgenem Wischnewskim, „nie leży w interesie dwustronnych stosunków”. SPD zwróciła się do zarządu DGB z prośbą o „większą wstrzemięźliwość” i „nie mieszanie się”, „DGB nie powinna niczego robić, co zagrażałoby oficjalnym stosunkom” – domagali się socjaldemokraci.

Wizyta Lecha Wałęsy w Niemczech nie doszła do skutku

200 młodych Polek i Polaków urodzonych 31 sierpnia 1980 roku, tu na zdjęciu z Lechem Wałęsą w 2005 r.

W styczniu 1981 roku H.O. Vetter zaprosił Lecha Wałęsę do odwiedzenia NRF. Lider Solidarności zaproszenie przyjął, lecz termin wizyty był przez pół roku kwestią otwartą. Dopiero latem ustalono, że odbędzie się ona w styczniu 1982 roku.W tym samym czasie wystosowano zaproszenie do odwiedzenia Niemiec NSZZ Solidarność region Mazowsze. Zaproszenie przekazał rzecznik ambasady Klaus Reiff. A za jego pośrednictwem przekazano DGB prośbę o pomoc techniczną: powielacze, kserokopiarki, maszyny drukarskie, powielacze itp.

Najintensywniejsze kontakty DGB miała w regionie Mazowsze ze Zbigniewem Bujakiem i Markiem Chlebowiczem, dziennikarzem radiowym, który był producentem audycji NSZZ Solidarność dla radiowęzłów zakładowych w całym kraju.

Zbigniew Bujak kierował delegacją, która przyjechała w dniach 24-31 października 1981 roku do Niemiec, aby przygotować wizytę Lecha Wałęsy. Przyjazd odbył się za wiedzą polskiego MSZ. Delegacja była witana i żegnana przez polską placówkę dyplomatyczną.

DGB zaoferowała polskim związkowcom szkolenie w zakresie działalności związkowej i przekazało radio Solidarność urządzenie do kopiowania kaset magnetofonowych z audycjami dla radiowęzłów zakładowych. Przekazaniu studia do nagrywania audycji przeszkodził stan wojenny.  Do 18 września 1981 roku DGB przeznaczyła na pomoc techniczną dla związkowców Solidarności 18.946,03 DM. Do stanu wojennego 25 tysięcy DM.

Stan wojenny – biuro DGB koordynujące pomoc dla Polski

Po ogłoszeniu stanu wojennego koordynację pomocy DGB dla Polski przejęło powołane z inicjatywy H. O. Vettera stowarzyszenie „Solidarność z Polską – Niemiecka Federacja Związków Zawodowych ” e.V. z siedzibą w Düsseldorfie. Poszczególne związki branżowe otrzymały zlecenie, żeby wpłacić składkę wysokości 0,06 DM od każdego członka. Zebrano w ten sposób pół miliona DM. Pierwszy transport DGB z lekarstwami i żywnością ruszył dla rodzin polskich związkowców 27. stycznia 1982 roku. Przekazano je do Polskiego Czerwonego Krzyża za pośrednictwem katolickiego Niemieckiego Związku Caritas. Stowarzyszenie „Solidarność z Polską” istniało do 1992 roku i zebrało dary w wysokości blisko 3,5 mln DM. Część pieniędzy przekazano Amnesty International.

BiPlakaty i ulotki rozdawane na akcjach protestacyjnych

Do największych demonstracji posolidarnościowych w całych Niemczech doszło 30 stycznia 1982 roku. To był dzień „Solidarności z Solidarnością”. Pod tym hasłem wielką demonstrację zorganizowało DGB w Mühlheim an der Ruhr w Nadrenii Północnej-Westfalii. Żeby zebrać pieniądze na pomoc dla Solidarności sprzedawano znaczki pocztowe i plakietki z logo Solidarności. Wydrukowano 150 tys. plakatów i 3 mln ulotek. Zebrane 250 000 marek przeznaczono na lekarstwa i żywność. Firma „co op Hamburg” przejęła transporty DGB dla Solidarności także na Śląsku. Lekarstwa, które DGB wysłała wtedy do Polski były w dużej części darem związku pracowników przemysłu chemicznego i rad zakładowych firm farmaceutycznych. Zebrano na ten cel blisko 4 mln DM. Najważniejszym partnerem DGB w niesieniu pomocy dla internowanych był w tamtym czasie Prymasowski Komitet Pomocy Ludziom Pozbawionym Wolności w Warszawie.

AGS-Galeria REMONT w Berlinie Zachodnim. Wystawa prac artystów z NRD w 2. rocznicę powstania Solidarności

Na pomoc DGB składały się głównie dary od poszczególnych związków branżowych. Docierały one do Polski różnymi kanałami i bez rozgłosu. Na przykład  Niemiecki Związek Dziennikarzy przekazał przez Klausa Reiffa, rzecznika ambasady NRF w Warszawie 20 tys. DM na pomoc dla polskich dziennikarzy, którzy po wprowadzeniu stanu wojennego stracili pracę. Bardzo zaangażowany w pomoc dla Solidarności był związek pocztowców, ale i inne, przeważnie lokalne oddziały związków branżowych. Lecz byli też  związkowcy niechętni niesieniu pomocy dla Solidarności. W dostępnych opracowaniach wymienia się m.in. związek branżowy Papier i Druk czy związek pracowników przemysłu metalowego.IGM. Obawiano się podobno o własne miejsca pracy, a to dlatego, że w Niemczech przebywało najwięcej uchodźców solidarnościowych.

Biuro NSZZ Solidarność w Bremie – tylko rok

12 grudnia na zaproszenie Izby Robotniczej przybyła do Bremy, do stoczni Wulkan delegacja gdańskiej stoczni im. Lenina. Tam zastał polskich związkowców (12 osób) stan wojenny. Dwie osoby powróciły do domu.

Po dość kontrowersyjnych sporach między partiami politycznymi w bremeńskim senacie, polskim związkowcom zaoferowano, kwatery i biuro informacyjne. Po interwencji Erwina Kristoffersona DGB zobowiązało się pokrywać przez rok koszty biurowe i czynsz. Tego wsparcia oczywiście nie upubliczniano. DGB uwarunkowało późniejsze wspieranie biura od „dalszych założeń politycznych, szczegółowego programu i wyraźnej struktury organizacyjnej” – zaznacza Wojciech Drozdek, współorganizator pomocy dla polskiego podziemia w Berlinie Zachodnim. „I wtedy chodziło o coś czego nie potrafiliśmy zrozumieć: jakakolwiek próba ataku na tzw. Ostpolitik rządu kanclerza Schmidta była niedopuszczalna”.

Wojciech Drozdek. Założył w 1978 r. pierwszą polską księgarnię w Berlinie zach. i w całym RFN. Wydawca: Veto Verlag Berlin. Tłumacz, lektor, dziennikarz i nauczyciel jęz. polskiego.

Biuro informacyjne w Bremie miało pozycję nadrzędną w stosunku do innych grup wspierających polskie podziemie i było uprawnione do występowania w imieniu NSZZ Solidarność. Trzynastego dnia każdego miesiąca miały wyruszać stamtąd transporty z lekarstwami i żywnością do Polski. Biuro chciało pośredniczyć w akcjach patronatu prowadzonych przez niemieckich związkowców; miało też utrzymywać kontakty z grupami Solidarności zagranicą.

Aby skoordynować działania grup Solidarności w Niemczech zorganizowano 13 marca 1982 r. z inicjatywy ówczesnego premiera Nadrenii Północnej – Westfalli Johannesa Raua (SPD) i szefa działu zagranicznego DGB Erwina Kristoffersona spotkanie w Düsseldorfie. Obecnych było na nim 27 polskich aktywistów ruchu pro solidarnościowego z Niemiec. Biuro istniało tylko rok. Polscy związkowcy zgłosili się do polskiej ambasady, „ujawnili” i wrócili do kraju. Na ich temat krążą różne pogłoski o związkach z tajnymi służbami, przywłaszczeniu pieniędzy i ucieczce z nimi do kraju.

Obojętność DGB wobec komitetów „S” w Niemczech

Polscy uchodźcy i członkowie „Solidarności”, których stan wojenny zastał zagranicą, zakładali w NRF i w Berlinie Zachodnim grupy robocze oraz komitety wspierające podziemny związek zawodowy. Ich zadaniem było informowanie opinii publicznej o tym, co się dzieje w Polsce, pozyskiwanie pieniądzy na pomoc dla internowanych, ich rodzin i polskiego podziemia.

Organizowali pomoc dla Solidarności w Berlinie Zachodnim: Krzysio Kasprzyk, Basia Nowakowska-Drozdek Wojtek Drozdek, Marian Stefanowski.

DGB oszczędzało na ich finansowaniu.  Polscy uchodźcy mówią o „obojętności DGB” i ”politycznej bezczynności”. Opinie na ten temat zamieszczono w paryskiej Kulturze i w „Przekazach. Biuletynie Informacyjnym grupy Roboczej Solidarność Berlin Zachodni”. Wojciech Drozdek mówi, że to wspaniale, że niemieccy związkowcy przekazywali pieniądze na Centrum Zdrowia Dziecka i inne szlachetne cele. „Ale nam chodziło, żeby przekazywać pieniądze na rzecz związków zawodowych, „zabronionych związków zawodowych”, jak to ładnie potem Niemcy nazywali” – przypomina. Przypomina on sobie też odpowiedź szefa DGB w Berlinie, Sieckerta na prośbę o wsparcie berlińskich grup popierających Solidarność. Odmówił jej argumentując, że „nie będzie się angażował w tego rodzaju sprawy, ponieważ zostałyby naruszone dobre układy, jakie istnieją między związkami zawodowymi w bloku sowieckim” – cytuje z pamięci Wojciech Drozdek.

Krytykę pod adresem DGB sformułował także Krzysztof Kasprzyk, który wystąpił na zjeździe DGB w maju 1982 roku w Berlinie Zachodnim z ramienia grup wspierających Solidarność. Napisał: „Przemówienie przygotowane przez biuro bremeńskie zostało ocenzurowane. Trzeba było usunąć delikatne akcenty krytyczne pod adresem DGB, tyczące ich pomocy okazywanej grupom roboczym z Republiki Federalnej Niemiec, jak i dla biura w Bremie. Trzeba było przemówienie przeredagować i pójść na kompromis. Nasza pozycja zaczyna ewaluować w kierunku zapomnienia”.

Wojciech Drozdek udziela wywiadu berlińskiej telewizji SFB

Największą pomoc grupy w Berlinie Zachodnim wspierające podziemną Solidarność otrzymywały od związków branżowych, ich dzielnicowych komórek. „Ale nam nie wolno było nawet o tym oficjalnie mówić” – wyjaśnia Wojciech Drozdek. „Dostaliśmy od pewnej partii politycznej będącej wówczas u władzy dosyć dużą sumę pieniędzy, ale też nam nie wolno było podziękować oficjalnie. Od jednych otrzymywalśmy pieniądze a inni organizowali przemyt sprzętu. Ale, żeby pomóc oficjalnie w jakiś sposób, czy żeby stanęli moralnie za naszą działalnością, żebyśmy my mogli pokazać, kto za nami stoi, oprócz tego, że jesteśmy garstką szaleńców tutaj w Berlinie, to nie było mowy po prostu. Z wiadomych względów” – zaznacza.

Nie wiadomo dokładnie, jak kto wspierał „S”

Holenderski slawista, Idesbald Goddeeris, który analizował postawę europejskich związków zawodowych wobec narodzin NSZZ Solidarność i jego delegalizacji po ogłoszeniu stanu wojennego twierdzi, że była ona „sprzeczna lub zmieniająca się”, „bliższa wahaniom niemieckim niż entuzjazmowi części francuskich, belgijskich i włoskich”. Wiele z nich nie angażowało się w pomoc i poprzestało tylko na werbalnym poparciu. Goddeeris zwraca także uwagę na to, że szef brukselskiego Biura Solidarności, J. Milewski „właściwie pisał częściej o zjawiskach niekorzystnych dla „Solidarności”. Dlatego też brak jest większej liczby źródeł informacji o pozytywnych przykładach wsparcia Solidarności przez związkowców za granicą.

Goddeeris pisze, że w wielu krajach Europy Zachodniej panował antyamerykanizm i przekonanie, że „lepiej być czerwonym niż martwym”. Ludzie obawiali się kryzysu ekonomicznego. Walka „Solidarności” była dla nich kwestią drugorzędną. W niektórych państwach stosunek związków zawodowych i całego społeczeństwa do „Solidarności” wydawał się wręcz wrogi (Grecja i szczególnie Finlandia są wymieniane wśród najbardziej nieprzyjaźnie nastawionych). Wspólnie przyłączyły się one potem do niemieckiego protestu przeciw przystąpieniu „Solidarności” do ETUC100 (Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych), ale same „nie wykazywały się żadną aktywnością” – pisze holenderski badacz. Protest niemieckich związkowców tłumaczy tym, że postawa DGB „nie brała się z negatywnej opinii o ‘Solidarności’, ale z przekonania, że Konferencja była złym narzędziem do osiągnięcia tego celu” (cytat Goddeeris).

Helmut Schmidt z Edwardem Gierkiem – bardzo się lubili. Zdjęcie opublikowane w niemieckiej prasie

Holenderski badacz wspomina, że J. Milewski wyrażał się później „bardzo pozytywnie o DGB w liście do Bogdana Lisa” napisanym po interwencji Kristoffersena w 1984 roku, który przekonał radę miejską Berlina Zachodniego, aby (cytat) „nie broniła wstępu do niemieckiej stolicy Komitetowi Obrony Solidarności”. W cytowanym liście J. Milewski pisze m.in., że Kristoffersen chce odwiedzić Polskę i spotkać się z Wałęsą i kilkoma członkami TKK oraz że „Ernst Breit, przewodniczący DGB zawsze zaczynał spotkania z oficjalnymi związkowcami NRD i ZSRR od poruszenia sprawy ‘Solidarności’. DGB odmówił również wszelkich kontaktów z oficjalnymi polskimi związkami zawodowymi” – pisze Goddeeris.

Autor: Barbara Cöllen

Red. odp: Elżbieta Stasik