Polityka | 27.08.2010

Ludwig Mehlhorn: „Były obawy, że w Polsce poleje się krew”

Großansicht des Bildes mit der Bildunterschrift: Ludwig Mehlhorn w Berlinie; 2010

„Antypolska propaganda w NRD była pełna nienawiści”, mówi Ludwig Mehlhorn, enerdowski opozycjonista. Wspomina, jak po krótkiej fali podziwu dla Polaków, w NRD obawiano się, że dojdzie do inwazji i przelewu krwi.

DW: Gdzie dowiedział się Pan o zawiązaniu pierwszych Niezależnych Związków Zawodowych Solidarność i jakie były reakcje?

LM: W czasie strajku na stoczni gdańskiej byłem z przyjaciółmi na wakacjach w Polsce i wszyscy się interesowaliśmy tym, co się wtedy działo. Codziennie rano biegliśmy do kiosku, żeby kupić chociażby oficjalną prasę. Słuchaliśmy też Wolnej Europy. Pamiętam, że 31 sierpnia byliśmy na dworcu w Zakopanem i kierowca autobusu włączył radio. Na całym placu można było słyszeć audycję z głosem Wałęsy, kiedy zakonczył się strajk. Nie zapomnę, jak ludzie na dworcu oklaskiwał tą scenę.

Bildunterschrift: Großansicht des Bildes mit der Bildunterschrift:  Protesty w Lipsku 9 lat po powstaniu Solidarności 

DW: Wtedy między Polską i NRD panował ruch bezwizowy. Krótko potem to się zmieniło. Czy wiele osób korzystało z możliwości podróżowania do Polski?

LM: Od ułatwienia ruchu w latach 70-tych z tego przywileju korzystali nieliczni. Kiedy w Polsce tworzyła sią demokratyczna opozycja i powstawały różne ugrupowania, my nie mieliśmy żadnej struktury. U nas zaczęło się to dopiero 7-8 lat póżniej. Jesienią 1980 roku wyjazdy się skończyły, bo władze NRD obawiały się, że entuzjazm polskiej opozycji „przeskoczy” do nas.

DW: Jak się okazało NRD nie „zaraziła” się tak szybko polskim entuzjazmem. Pan należał do niewielkiej grupy zapaleńców w NRD, którzy jednak połknęli opozycyjnego bakcyla. Jak konkretnie wspierał Pan polską opozycję?

LM: Tłumaczyłem np. dokumenty KORu na niemiecki i zbierałem z przyjaciółmi pieniądze dla opozycji w Polsce. Chciałem autentycznie informować o tym, co się dzieje w Polsce, bo w NRD informacje były kompletnie zakłamane. Musieliśmy być ostrożni, bo Stasi była wszędzie. Miałem dużo szczęścia, że nie trafiłem do więzienia, jak niektórzy znajomi.

Bildunterschrift: Großansicht des Bildes mit der Bildunterschrift:  Erich Honecker zabiegał w Moskwie po powstaniu Solidarności o intewencję zbrojną w Polsce

DW: Ruch opozycji w NRD powstał kilka lat póżniej. Nie można go jednak porównać do polskiego. Dlaczego, Pana zdaniem, duch „Solidarności” nie „przeskoczył” na Pańskich rodaków?

LM: W NRD ludzie byli zbyt mocno skierowani na państwo. Pisali listy do władzy, do komitetu centralnego. Próbowali nawiązać krytyczny dialog z władzą, wierzyli, że mogą zbudować lepszy socjalizm. W Polsce obserwowaliśmy zupełnie inny model: społeczeństwo ignorowało władzę i nie dyskutowało, za to zaczęło budować własne, oddolne struktury. Najlepiej sformułował to Kuroń mówiąc: „Nie palcie komitetów, tylko zakładajcie własne”. Od połowy lat 80-tych przejęliśmy polski model, ale to już były zupełnie inne tematy. To nie był ruch związkowy, lecz chodziło np. o problem militaryzycji czy ekologii. U nas nikt nie mówił o obaleniu systemu, bo to się wydawało niewyobrażalne i zbyt ryzykowne. Przecież Związek Radziecki miał u nas 400 tysięcy żołnierzy i nikt nie miał odwagi otwarcie żądać obalenia systemu.

DW: Jakie były reakcje społeczeństwa, Pana znajomych, kiedy Solidarność przeforsowała swoje postulaty i powstał pierwszy niezależny związek zawodowy w obozie socjalistycznym?

Bildunterschrift: Großansicht des Bildes mit der Bildunterschrift:  NagrodaPoint-Alpha (2009) dla przedstawicieli enerdowskiej opozycji: Konrada Weißa (z lewej), Freyi Klier, Ehrharta Neuberta

LM:  Były trzy fazy. Na samym początku, w czasie trwania strajków, można było odczuć podziw dla Polaków. Słyszałem wtedy komentarze w stylu: „wreszcie ktoś pokazuje tym na górze, gdzie są granice” albo: „szkoda, że my nie mamy tyle odwagi co Polacy”. Wtedy miał miejsce bardzo pozytywny odbiór tego, co się działo w Polsce. To była jednak bardzo krótka faza. Potem zaczęła się histeryczna i pełna nienawiści komunistyczna propaganda. Pojawiały się głosy, że Polacy nie chcą pracować, że zrujnują socjalizm i zaczęły się pojawiać resentymenty. W społeczeństwie dawał się odczuć strach przed tym, że enerdowscy żołnierze będą musieli na rozkaz ZSRR ingerować w Polsce, jak wcześniej w Pradze. Każdy jednak wiedział, że Polska to nie Czechosłowacja, i że teraz może być wojna, poleje się krew. Propaganda w NRD była przepełniona nienawiścią. Ale także w RFN nie było mowy o entuzjazmie. W wiadomościach „Tagesschau” czy w tygodniku „Spiegel” pojawiały się zdjęcia rosyjskiego niedżwiedzia sięgającego po Polskę, co działało na wyobrażnię. W zachodnich Niemczech także nie zrozumiano potencjału, jaki tkwił w emancypacji Polaków.

DW: W drugiej połowie lat 80-tych w NRD jednak zaczęły się tworzyć struktury społecznego oporu na wzór polski. Było już póżno, ale dlaczego w końcu do tego doszło?

LM: Zdecydowały się na to środowiska nieformalne, powiedzmy kulturowe i przykościelne. Wprawdzie nie były one związane z kościołem, ale spotykano się w kościołach. Powstała „Inicjatywa na rzecz pokoju i praw człowieka”, a potem „Demokracja Teraz” i inne. W Polsce było już po stanie wojennym i widzieliśmy, że polskie doświadczenia nie były na darmo, że można coś powoli zmieniać. To się dało odczuć. No i widzieliśmy, że sprawdziła się koncepcja Kuronia, bo mały ruch społeczny przerodził się w milionowy ruch oporu! Ten ruch był w stanie się obronić pomimo stanu wojennego. To dodało nam otuchy i odwagi.

 

DW: Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała: Róża Romaniec

red.odp.: A. Rycicka